kolejny raz

‘Jakie to trudne. Zupełnie jakbyś traciła grunt pod nogami. Znajoma droga, znajome słowa, zapachy i smaki, które sprawiały, że czułaś się bezpiecznie… i postanowienie, by położyć temu wszystkiemu kres. I to poczucie, że w przeciwnym razie będziesz tkwić w miejscu i nic się nie wydarzy, że będziesz tylko udawać, że żyjesz. Ale czy miłość, która tak się kończy, rzeczywiście nią była?’ (wł. Scusa ma ti chiamo amore; tłum. Anna Niewęgłowska)

Wydaje Ci się, że masz idealnego mężczyznę, idealne życie. Budzisz się w idealnym łóżku z idealnymi marzeniami. Wierzysz, że tak już będzie zawsze i właśnie wtedy się budzisz. Otwierasz oczy i świat który widziałaś znika. Mężczyzna, który obiecywał że będzie, przestaje być. Coraz mniej rozmawiacie, nie piszecie, nie ustalacie spotkań. Z dnia na dzień masz go coraz mniej. Tłumaczysz sobie, że to chwilowe, że każdy potrzebuje czasu dla siebie. Wybaczasz mu, ale on już nigdy nie wraca. Daje Ci złudne nadzieje, trzyma Cie przy życiu te kilka chwil spędzonych razem na komunikatorach. Potrzebujesz go bardziej a on nie jest w stanie Ci siebie dać. Zamykasz oczy, widzisz was razem w swoim wyimaginowanym świecie. Daje Ci to poczucie bezpieczeństwa. On odchodzi i wraca a Ty ciągle mu wybaczasz, bo właśnie to daje Ci to siłę. Szukasz miłości w jego wiadomościach. Rani Cię każdego dnia, ale Ty lubisz ten rodzaj bólu. Lubisz sposób w jaki kłamie. Zamykasz się na świat, nie widzisz nikogo i niczego odpływasz… Budzi Cię dźwięk kolejnego budzika, kolejny dzień daje złudne nadzieje, wierzysz że to właśnie dziś Twoje marzenie się spełni. Znowu zawód, upadasz… jesteś bezsilna. Nikogo nie ma przy Tobie, bo odtrąciłaś ludzi, którym na Tobie zależało w imię miłości, do kogoś kto nie chciał tego docenić. Czekasz na kolejny atak. Twoje ciało odmawia posłuszeństwa, instynkt samozachowawczy przestaje działać. I tak jest każdego dnia, kolejny dzień kiedy tkwisz w związku bez przyszłości.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • Drukuj

Edycja

‘Mózg jest najbardziej tajemniczym organem ludzkiego ciała. Uczy się. Zmienia. Dostosowuje. Mówi nam, co widzimy. Co słyszymy. Dzięki niemu odczuwamy miłość. Myślę, że mieści w sobie naszą duszę. Nieważne jak dogłębnie będziemy go analizować, nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak pracuje ta delikatna substancja szara w naszej czaszce. A kiedy jest uszkodzony… Kiedy mózg znacznie ucierpi… Cóż… Wtedy robi się jeszcze bardziej tajemniczo.’

Mam dosyć tego miasta, dosyć sytuacji w jakich się znajduję. Dosyć przyspieszonego tętna oraz serca uderzającego z sekundy na sekundę coraz mocniej. Dosyć łez, piekących oczu i słonych policzków. Mam dosyć, słuchania że coś jest ‘dla mojego dobra’, że powinnam się pogodzić z tym co dostaję od losu. Dosyć żartów, śmiechu… nawet mam dosyć swojego istnienia. Po cholerę jest nam to życie? Po co są nam uczucia? Nie potrzebuję ich, nie potrzebuję istnieć. Codziennie szukam schronienia, miejsca gdzie mogłabym tak naprawdę być bezpieczna. Budzę się rano, tylko po to żeby spróbować, znowu się od tego uwolnić. Zamykam oczy, ale ten cholerny błogostan nie przychodzi. Nawet na chwilę, nie oddalam się od tego co mnie przygniata. Nadchodzi kolejny atak paniki, obawy przed tym, że mogę zostać sama. Patrzysz na mnie. Masz tak spokojne oczy, uśmiech łagodzi cały ból. Jesteś tak perfekcyjny, że świat przy Tobie staje się wyblakły. Czuję Twój oddech na mojej twarzy, smak Twoich ust, pokazuje jak bardzo jestem od Ciebie uzależniona. Zatracam się w potrzebie bycia przy Tobie. Jesteś współczesnym księciem, tym którego ciężko jest mieć a którego zdobycie daje satysfakcję. Jestem szczęśliwa przy Tobie. Zabija mnie to uczucie. Jest tak idealne, że tracę zmysły. Rozrywam się od środka, czuję jak krew pulsuje mi w żyłach, jak krąży po moim organizmie, spala każdą część mojego ciała. Kocham to uczucie, kocham sposób jaki doprowadza mnie do szaleństwa. Czuję się spełniona. Twoja miłość daje mi takie doznania, że nie potrzebuję narkotyków. Sama w sobie jest nim. Każdego dnia chcę jej więcej i więcej. Bo tylko wtedy wiem, że żyję. Więc zabijaj mnie każdego ranka, każdego popołudnia. Rób wszystko, żebym widziała Twoją miłość. Bo wolę umrzeć w taki sposób, niż zostać sama.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • Drukuj

Więc pamiętaj…

‘Kiedy coś się zaczyna, zazwyczaj nie masz pojęcia, jak się skończy. Dom, który miałeś sprzedać, staje się twoim domem. Lokatorzy, który tam mieszkali, stają się twoją rodziną. A jedno nocna przygoda, którą chciałeś zapomnieć, staje się miłością twojego życia.’ – Meredith Grey.

To właśnie takie dni jak ten nas wzmacniają,pokazują nam jak silni powinniśmy być. Upadamy, tylko po to, żeby się podnieść. Może zająć nam to kilka minut, godzin, dni. Nie ważne ile zajmie Tobie, ważne że spróbujesz. Upadasz przy tym setki razy? Co z tego. Upadnij sto pierwszy, jeżeli masz siłę by się podnieść, za każdym razem to znak, że walczysz o coś ważnego. Kiedy przychodzi moment zwątpienia, chcemy mieć kogoś bliskiego koło siebie, możemy zaprzeczać. Udajemy,że trzymamy dystans, że nikogo nam nie trzeba. To kupa bzdur. Każdy potrzebuje wsparcia, każdy chce czuć że jego poświęcenie, że to kiedy ma siłę otworzyć oczy, uśmiechnąć się czy pójść zrobić herbatę, że właśnie to jest coś warte. Skoro zdecydowaliśmy się na bycie z kimś, to dlaczego przez jedno nieporozumienie przekreślamy wszystko? Odpowiedź jest prosta. Boimy się, boimy się że go stracimy, układamy sobie w głowie najgorszy scenariusz, tylko dlatego żeby rozczarowanie było mniejsze. Żebyśmy mogli z czystym sercem powiedzieć ‘co się mażesz, przecież byłaś/eś na to gotowy’ . Jednak na tym to nie polega. Ranimy się, wyrzucamy sobie rzeczy, które nie mają prawa ujrzeć światła dziennego. Prześcigamy się w tym, kto kogo bardziej obrazi. Stajemy się sobie obcy. Nie powinno tak być. Ktoś kiedyś powiedział, że ‘Im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz w zamian’. Jednak musimy mieć świadomość, że możemy wszystko stracić. Dlatego angażować musimy się rozważnie, czasami zysk może nas przerosnąć.

Więc, jeżeli masz tego jedynego, tą jedyną nie ważne jest co was różni, ale to co pozwala wam być razem. Uwielbiasz jego śmiech? Jej spojrzenie? Sposób w jaki się złości? Czy jego poważny ton, kiedy żarty się kończą? Ciesz się z tego, właśnie takie rzeczy sprawiają, że jest idealnie. Nie sztuką jest wymagać, ale akceptować go właśnie za to jaki jest przy Tobie. Kochaj za drobne rzeczy, nie wymuszaj. A uwierz wszystko się ułoży.

I tym skromnym akcentem, kończę ten rozdział:)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • Drukuj

Każdego dnia…

Każdego dnia mamy do ofiarowania dar życia. Może być bolesny, (…) przerażający… ale ostatecznie jest tego wart. Za każdym razem. Wszyscy mamy okazje, by dawać. Może dary nie tak dramatyczne, jakie zdarzają się na sali operacyjnej. Może dar jest po to, aby spróbować i zwyczajnie przeprosić. Może jest, by zrozumieć punkt widzenie drugiej osoby. Może jest, aby dotrzymać sekretu przyjaciela. Prawdopodobnie, dawanie jest radością, więc kiedy radość znika, kiedy dawanie zaczynamy odczuwać jako brzemię, wtedy przestajemy. Ale jeśli jesteś taki jak większość ludzi, których znam, to dajesz, aż zacznie boleć. A wtedy dajesz jeszcze trochę.’

Wiadomo jest, że po każdym złym dniu, przychodzi czas wytchnienia, mała chwila na którą wszyscy czekamy. Zamykamy oczy, tylko po to by go przyspieszyć. Każda sekunda wydaje się wiecznością, próbujemy zasnąć. Bo nie ma nic lepszego od tego błogostan, między jawą a snem.Następuje kolejny dzień.

Zgodnie z teorią Elizabeth Kubler-Ross kiedy staramy się coś zrobić a to nam nie wychodzi, cierpimy. Zaczynamy zastanawiać się co robimy źle. Pojawiają się pierwsze symptomy, naszej nieuleczalnej choroby.

Wówczas przechodzimy przez 5 etapów. Zaczynamy od zaprzeczenia, ponieważ strata jest tak niewyobrażalna, że nie możemy w nią uwierzyć. Gniewamy się na wszystkich, na samych siebie. Wtedy się targujemy. Błagamy, żebrzemy. Jesteśmy gotowi oddać wszystko, co mamy. Gotowi zaprzedać duszę w zamian za jeszcze jedne dzień. Kiedy targowanie się zawodzi, a gniew jest nie do wytrzymania, popadamy w depresję, w rozpacz, zanim nie zaakceptujemy tego, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Odpuszczamy. Odpuszczamy i przechodzimy do akceptacji.

To właśnie wtedy nadchodzą zmiany. Nie lubimy ich. Ale nie możemy ich powstrzymać. Albo dostosujemy się do nich, albo zostajemy w tyle. Czasem im bardziej coś się zmienia, tym bardziej jest jak przedtem. Zdarza się też, że zmiany są dobre. Czasem zmiana jest Wszystkim.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • Drukuj